Valeria Lehman „Witch Testament”

Wydawnictwo „Eskmo” wydało nową powieść Valerii Lehman. Amatorski detektyw Alain Muar-Petrukhin przenosi się do małego miasteczka, aby osiedlić się w domu, który przekazał mu jego kuzyn.

publikuje wyłącznie fragment nowej książki Valerii Lehmana, The Testament of the Witch, wydanej przez wydawnictwo Eskmo.

Fragment „Noc w Domu Czarownicy”

Jestem pewien, że po stu latach przeżyję z niezmiennym niepokojem pierwszą noc w domu wiedźmy Ariny.

Na początku wszystko było dość zwyczajne, jeśli nie proste i banalne. Podczas gdy kurczak osiągnął pożądany stan w piekarniku, poszedłem do grzanego wina. Mam nadzieję, że wiesz, że grzane wino jest najlepszym lekarstwem na przeziębienie , niskie ciśnienie krwi i ogólną depresję? I chociaż nigdy nie cierpiałem z powodu takich chorób, uwielbiam grzane wino z czasów studenckich, ale ogrzewa moją duszę i ciało w chłodne dni zimy.

Wśród zestawu przyborów kuchennych kobiety Ariny łatwo podniosłem ładny rondel odpowiedniej wielkości i wlałem do niego wino. Następnie, tańcząc, śpiewając klasyczną piosenkę „Last Christmas Dałem ci serce”, zacząłem, mimowolnie naśladując przepustki wiedźmy, dodając do wina laski cynamonu i goździków, plasterki cytryny i pomarańczy , liście mięty i wióry imbirowe. Wino powoli wypływało z pieca, z przyjemnością wdychałem aromat kurczaka z pieca lub oszałamiające opary wina. Jednym słowem, życie było wspaniałe i niesamowite.

Zjadłem doskonałą kolację z kurczakiem, który zrumienił się w piekarniku, popijając grzanym winem i kilka minut wewnętrznie debatowałem bez większego podniecenia, czy zrobić sobie wieczorną porcję kawy.

Mówią, że picie kawy w nocy jest złe - nie zaśniesz. Ale dla mnie kawa nie pozbawia mnie snu, mogę oddychać bez tylnych nóg i po sporej części tego boskiego napoju. A jednak grzane wino do tego czasu czuło się z lekkim przyjemnym wirowaniem głowy, dlatego w końcu tylko się uśmiechnąłem i zacząłem szykować się do łóżka.

Oczywiście Arina-2 usunęła całą pościel spod narzut, pozostawiając nagi materac i poduszki bez poszewek na poduszki, ale z łatwością znalazłem stosy świeżych zmian w szafie. Pościeliłem łóżko i przez kilka minut podziwiałem niebieskie światło pieca. Już miałem się rozebrać i zasnąć, jakby skądś, jakby z daleka, usłyszałem alarmujący dźwięk.

Przez minutę słuchałem, próbując ustalić naturę dziwnego dźwięku, a po chwili refleksji doszedłem do wniosku, że ten odległy ryk dobiegł z korytarza. Na wszelki wypadek, uzbrojony w mopa znalezionego za lodówką, otworzyłem szeroko drzwi, aby lepiej zobaczyć, co dzieje się w tajemniczej ciemności. Potem huk stał się głośny i wyraźny - całkiem zdecydowanie był to dźwięk pazurów, z siłą rozbijającą się o szybę. Spojrzałem w stronę szklanej „ściany”: z ulicy, w jednym z okien trzepotał skrzydłami, próbując otworzyć okno dziobem, pewnym ptakiem o niesamowicie błyszczących oczach.

Przez chwilę zamarłem, mimowolnie lodowaty z przerażenia. Wyobraź sobie, co byś poczuł, gdybyś zobaczył małą czarownicę w moździerzu, rozdzierającą cię w oknie! I prawie natychmiast strach zniknął, a ja odetchnąłem z ulgą.

Cóż, wszystko okazało się dość zwyczajne: za szafką drewniane stare schody prowadziły do ​​małych otwartych drzwi na samym szczycie - oczywiście były to schody na poddaszu. To proste: moja babcia miała własną sowę, która zarejestrowała się na stałe miejsce zamieszkania na poddaszu domu. Tam najprawdopodobniej zarejestrowali się w firmie i wronach z sroką, która powitała mnie dzisiaj pierwszego. Nic nadprzyrodzonego! Zgasiłem światło i mocniej zamykając za sobą drzwi, wróciłem do spokojnej kuchni.

Noc w Domu Czarownicy

Jak sobie życzysz, ale w tej chwili całe moje pragnienie snu zniknęło i postanowiłem zrobić sobie kolejną filiżankę kawy. Napełniając kapsułę urządzeniem, usiadłem przy ciemnym kwadracie okna, odsuwając białą zasłonę nieco na bok. Kilka minut wpatrując się w ciemność z własnym odbiciem w szkle, zacząłem dostrzegać biel śniegu, drzewo przy chwiejnym ogrodzeniu i światło jednego z domów nieco z boku.

I tutaj kontynuowałem moją mistyczną serię Glukhovsky: po raz kolejny usłyszałem nieprzyjemny dźwięk pękających pazurów na szkle i natychmiast zobaczyłem uśmiechniętą czarną twarz. Chwała tym, Panie, zdałem sobie sprawę z błyskawiczną prędkością, że kaganiec nie jest diabłem i żadnym innym przedstawicielem złych duchów, ale po prostu czarnym kotem , który, podobnie jak jego latający bracia, wydaje się być przyzwyczajony do powrotu na obiad przez okno. Pozostało mi tylko wymamrotać „Crazy House!” I otworzyć to okno.

Kotyara wyskoczył z okna z wdziękiem i niemal natychmiast pojawił się przede mną na stole, że tak powiem, materializując się przed nowym właścicielem w ciele. Na pierwszy rzut oka stało się jasne, że tym ciałem zadbano i nieumarłym - włosy lśniły i układały włosy na włosach, a sam kot był bardzo dobrze karmiony. Leniwie mnie badał, jakby doszedł do wniosku, że właściciel domu się zmienił, ale dom był nadal taki sam, i zeskakując ze stołu na podłogę przeszedł przez kuchnię, jak we własnej posiadłości, i opuścił beczkę przy piecu.