Wiersz zasobów Resurrection Ann Perry

Nowa seria przygód inspektora londyńskiej policji Thomasa Pitta czeka na czytelników. Tym razem młody inspektor, który wcześniej nie wierzył w nadprzyrodzone moce, staje przed bezprecedensowym wydarzeniem - martwy mężczyzna pochowany dwa tygodnie temu na cmentarzu Resurrection Row nagle powstaje z martwych. Kto lub co spowodowało, że zmarły powstał z grobu, będzie musiał dowiedzieć się o tym Thomas Pitt.

zaprasza do zapoznania się z pierwszym rozdziałem nowej bestsellerowej książki Anne Perry, Resurrection at Resource Row, dostarczanej wyłącznie przez wydawnictwo Eskmo.

Rozdział pierwszy

Gęsta, gęsta mgła wirowała po drugiej stronie ulicy; światło latarni gazowych z trudem przechodziło przez nie, a nawet kilka kroków dalej nic nie było widać. Powietrze było wilgotne, wiał ostry wiatr, ale to nie ostudziło entuzjazmu publiczności opuszczającej teatr. Niektóre nucące fragmenty z arii z nowej opery Gilado i Sullivana Mikado. Arthur Sullivan i William Gilber są autorami popularnych oper komicznych, które wystawiono w Teatrze Savoy w latach 1875–1896. (Zwana dalej. Tłumacz.). Jedna dziewczyna nawet kołysała się na boki, naśladując miniaturową japońską bohaterkę, podczas gdy jej matka surowo kazała jej szanować przyzwoitość, na którą, jak mówią, jej rodzina ma prawo liczyć.

Sir Desmond i Lady Gwendolen Cantley szli powoli w kierunku Leicester Square, mając nadzieję, że złapią taksówkę. Postanowili nie chodzić do teatru we własnym powozie, ponieważ nie chcieli zmuszać koni do czekania do końca spektaklu w taki zimny styczniowy wieczór. Zbyt trudno byłoby znaleźć inną, idealnie dopasowaną parę, i ryzykowanie ich zdrowia nie byłoby nierozsądne. Kebov wystarczył i zgromadzili się we wszystkich teatrach do końca przedstawienia.

„Bardzo mi się podobało”, powiedziała Lady Gwendolen i westchnęła z satysfakcją, ale natychmiast zadrżała, gdy wilgotna mgła dotknęła jej twarzy. - Muszę kupić nuty z melodiami z tej opery, abym mógł sam je zagrać. Ta muzyka jest naprawdę niesamowita. Zwłaszcza aria, którą śpiewa bohater. - Wzięła oddech i odchrząkając śpiewała bardzo przyjemnym głosem: - „Jestem minstrelem, wszystkie szmaty są w łatach” ... eee ... co dalej, Desmond? Pamiętam melodię, ale słowa wypadły mi z pamięci.

Biorąc żonę pod ramię, Sir Desmond zabrał ją z krawędzi chodnika, gdy przemknął obok niej keb, rozrzucając nawóz: zamiatacz wrócił do domu zbyt wcześnie, nie kończąc sprzątania.

Stanął na chodniku, gdy z mgły wyłonił się powóz. Wilgotna mgła tłumiła stukot kopyt konia, który powoli poruszał się w niepewnym kierunku, z pochyloną głową.

- Chodź! Zirytował się sir Desmond. - Co się z tobą dzieje? Nie chcesz zarabiać?

Koń dogonił go i podniósł głowę, na dźwięk głosu poderwał uszy.

- Kebman! - ostro nazywa się Desmond.

Nie było odpowiedzi. Kebman siedział nieruchomo na kozach. Kołnierz płaszcza został podniesiony, ukrywając twarz, a wodze swobodnie zwisały.

- Kebby! - Desmond coraz bardziej się rozgrzewał. „Przypuszczam, że jesteś wolny?” Moja żona i ja musimy jechać do Gadstone Park!

Jednak ten człowiek się nie poruszył i nawet nie pomyślał o trzymaniu konia. Po cichu przeszła z nogi na nogę, więc Gwendolen nie mogła bezpiecznie wsiąść do taksówki.

„Na miłość boską, kebby!” Co się z tobą dzieje? - Desmond złapał go za podłogę i gwałtownie szarpnął. - Trzymaj swojego konia!

Ku swemu przerażeniu kebman pochylił się w jego stronę i upadł z kozy na chodnik u stóp Desmonda.

Pierwszą rzeczą, która przyszła mi do głowy, było to, że ten człowiek był martwy pijany. Często zdarzało się, że taksówkarze, którzy musieli spędzać niekończące się godziny w zimnej mgle, rozgrzewali się alkoholem, pijąc nadmiernie. To było cholernie nie na miejscu, ale Desmond mógł zrozumieć kebmana. Gdyby Gwendolen nie było w pobliżu, rozjaśniłby swoją duszę przeklinając, ale teraz musiał się powstrzymać.

- Pijany - powiedział zirytowanym tonem.

Gwendolen podeszła i spojrzała na kebmana.

„Czy możemy coś zrobić?” „To prawda, nie miała pojęcia, co można tutaj zrobić.”

Desmond pochylił się i obrócił kebmana na plecy. W tej chwili podmuch wiatru oczyścił mgłę, a światło lampy gazowej padło na jej twarz.

Było oczywiste, że nie żyje - i przez pewien czas nie żył. Jeszcze bardziej przerażające niż opuchnięta szkarłatno-niebieska twarz był słodki zapach rozkładu i bryły ziemi we włosach.

Nastąpiła cisza, a potem Gwendolen krzyknęła. Wysoki, cienki dźwięk natychmiast pochłonęła mglista noc.

Desmond wyprostował się powoli, walcząc z napadem mdłości. Próbował zablokować żonie straszny widok na chodniku. Teraz zemdleje, pomyślał, zupełnie nieświadomy, co robić. Gwendolen mocno na niego spadła i ledwo ją trzymał.

- Pomocy! - wykrzyknął Desmond w rozpaczy. - Pomóż mi!

Szperał z rozproszonymi spojrzeniami w kieszeniach, szukając wizytówki, ale zamiast tego wyjął scyzoryk i motek sznurka. Odmawiając dalszych poszukiwań, policjant pochylił się nad ciałem i dotknął palcami twarzy, a potem poczuł grudę ziemi we włosach.

Pitt skrzywił się, a jego długi nos zmarszczył się.

- Tak, być może.

- Jak on umarł? Zapytała. - Od zimna? - W jej głosie słychać litość.

Thomas delikatnie dotknął jej dłoni, a ten gest był bardziej wymowny niż jakiekolwiek słowa.

„Nie wiem”, odpowiedział bardzo spokojnie. „Ale już dawno nie żyje - może tydzień lub dłużej.” I ma ziemię we włosach.

Charlotte wpatrywała się w męża, a jej twarz pobladła.

- Ziemia? Powtórzyła. - W Londynie? - Nie spojrzała na ciało. - Jak on umarł?

„Nie wiem” Lekarz policji ...

Thomas nie miał czasu, aby dokończyć myśl, gdy konstabl wyłonił się z ciemności, a minutę później. Krótko mówiąc, co się stało, Pitt przeniósł na nich odpowiedzialność. Znalezienie keba zajęło mu dziesięć minut, a kwadrans po jedenastej ona i Charlotte były już w domu. Panowała tam cisza i było ciepło po zamarzniętych ulicach. Jemima, ich dwuletnia córka, spędziła noc z panią Smith w przeciwległym domu. Charlotte postanowiła ją tam zostawić, a nie obudzić o tak późnej porze.

Pitt zamknął drzwi, a za nimi pozostała para Cantley, martwe kebmen i mgła - wszystko oprócz wesołych melodii i kolorów opery. Kiedy ożenił się z Charlotte, bez żadnej skargi, odmówiła wygody domu ojca i jej pozycji w społeczeństwie. Thomas dopiero drugi raz mógł zabrać ją do teatru i takie wydarzenie było warte świętowania. Cały wieczór patrzył na scenę, od czasu do czasu patrząc na twarz żony. Jej radość była warta uratowania - warta każdego odłożonego grosza. Pitt oparł się o drzwi z uśmiechem i delikatnie przyciągnął do siebie Charlotte.

Pierwsze dowody

Mgła zamieniła się w deszcz, a potem w mokry śnieg. Kiedy Pitt siedział przy biurku na posterunku policji dwa dni później, wszedł sierżant. Ten ostatni miał oszałamiający wygląd. Pitt spojrzał na niego.

Pitt zamarł. Podświadomie bał się czegoś takiego, gdy zobaczył opuchniętą twarz i bryłę wilgotnej ziemi - coś paskudnego i nieprzyzwoitego. Potem jednak zignorował tę myśl.

- Czyj? Zapytał cicho.

Mięśnie na twarzy Gilthorpsa zacisnęły się.

„Lord Augustus Fitzroy-Hammond, proszę pana.”

Pitt zamknął oczy, jakby Gilthorp mógł zniknąć wraz z wiadomościami.

„Umarł około trzech tygodni, proszę pana” - kontynuował stanowczo Gilthorp. „Pochowali mnie przez dwa tygodnie”. Mówią, że był wspaniały pogrzeb.

- Gdzie? - zapytał automatycznie Pitt, gdy jego mózg wciąż szukał luki.

„Na cmentarzu w pobliżu St. Margaret, proszę pana”. Oczywiście umieściliśmy tam post.

- dlaczego - Pitt otworzył oczy. - Jaką szkodę można wyrządzić pustemu grobowi?

„Gawkers” - odpowiedział Gilthorp bez mrugnięcia okiem. - Ktoś może tam spaść. Właściwe słowo bardzo trudno wydostać się z grobu. Krawędzie są strome i mokre - o takiej i takiej porze roku. I oczywiście trumna wciąż tam jest. - Wyprostował się trochę, wyjaśniając, że skończył i teraz czeka na instrukcje od Pitta ...