Tylko góry mogą być lepsze niż góry

Każdego roku, pod koniec lipca, kiedy piołun kwitnie u osób uczulonych na alergie, nie pozwala żyć i oddychać spokojnie, jadę do Górnego Ałtaju. To lato nie było wyjątkiem. Nasza dziesięcioosobowa grupa - ekipa z Moskwy, Barnauł i Bińska wybrała raczej trudną trasę. Połowa podróży to jazda konna górskimi szlakami do Belukha, druga część podróży to spływ tratwami wzdłuż rzeki Katun.

Kiedy wybrałem trasę konną, ta część podróży wydawała mi się przyjemną jazdą konną w towarzystwie szczęśliwych przyjaciół. Wokół górskich krajobrazów, kwiatów, pięknych silnych zwierząt ... W rzeczywistości wszystko potoczyło się inaczej. Muszę powiedzieć, że widziałem konie kilka razy w życiu, nie wspominając już o siedzeniu w siodle. Kiedy przyniesiono mi białego przystojnego Tamerlana, zdałem sobie sprawę, że przyjemny spacer został odwołany. Ogromne zwierzę, obciążone bagażem, prychnęło, skrzyżowało nogi i wyglądało nieprzyjaźnie w moim kierunku. Ten wygląd nie wróżył dobrze. Z pomocą przewodników usiadłem na koniu, a oni pokazali mi, jak sobie z tym poradzić. Wyjaśnili, że najważniejsze jest, aby się nie bać. Koń boi się jeźdźca i może cierpieć. Nie było pedałów hamulca. Strzemiona, okazja, bat ... Koszmar. Bałem się, że Tamerlan mnie tam rzuci, ugryzie w nogę, kopnie, wyrwie z moich rąk ...

Ustawiliśmy się jeden po drugim na szlaku i zaczęliśmy wspinać się na górę. Muszę powiedzieć, że odczucia są bardzo ostre: wąska ścieżka, która biegnie wzdłuż krawędzi piargi, poniżej otchłani i rzeki. Koń cały czas potyka się o kamienie spadające z klifu ... Generalnie przez pierwsze dwie godziny byłem w stanie śpiączki. Dzięki Bogu konie nie mogły tego znieść - po prostu nie było miejsca.

A potem nagle mi się podobało. Podobało mi się poczucie niebezpieczeństwa i połączenie się ze zwierzęciem, które niesie mnie na plecach. W końcu zacząłem się rozglądać i zdałem sobie sprawę, że nigdy w życiu nie widziałem nic piękniejszego. Alpejskie łąki z całkowicie szalonymi kolorami kwiatów, ciemna ciemność zarośli tajgi i jasna zieleń przybrzeżnych lasów, niezwykły kolor wody w rzece - niebieski z masą perłową, tak jasny, że wydaje się po prostu nierealny. Widziałem takie rzeki i lasy tylko na zdjęciach w książkach dla dzieci i zawsze uważałem je za fikcję artysty. Ale - wszystko to stało się na moich oczach i musiałem uwierzyć.

Następnego dnia udaliśmy się do podnóża najwyższej góry Ałtaju - Belukha. Musiała jechać dwa dni z noclegiem w górach.

Rano wyruszyliśmy. Przywiązali konie sznurkiem i poprowadzili osobnym szlakiem - jazda konna była niebezpieczna - szlak został poważnie uszkodzony. Turyści poruszali się pieszo. Pięć godzin wspinaczki pod górę wydawało nam się wiecznością. Nie było wody. Rzeki i strumienie cudownie omijały naszą trasę. Słońce biło bezlitośnie. Z tej pieszej wycieczki wyciągnąłem dwa wnioski. Po pierwsze, mężczyzna jest zaskakująco odpornym zwierzęciem, zwłaszcza kobietą. A po drugie - poruszanie się na czterech kończynach jest znacznie wygodniejsze niż na dwóch. Jedną rzeczą jest chodzenie po chodniku, a drugą wspinanie się po górach wzdłuż wielkich kamiennych głazów.

Kiedy wspięliśmy się na wysokość 2500 metrów, znów się wyróżniłem. Chciałem pić nieznośnie, ale po drodze dostałem małe bagno. I chociaż nasz przewodnik Wasilij ostrzegł: „Nie pij, staniesz się dzieckiem!”, Mimo to wziąłem kilka łyków, wypluwając jakąś kijankę. Kilka minut później przepowiednia się sprawdziła i byłem ślepy, że jestem chory. Do tego czasu osiągnęliśmy cel - czysty strumień - i rozbiliśmy obóz. Pompowałem mnie razem. Prawdopodobnie wypiłem wiadro roztworu nadmanganianu potasu, wódkę z pieprzem i około siedmiu tabletek. Pomogło. Następny poranek był jak nowy.

Pierwszą rzeczą, którą turysta-wódka dostaje w bazie, jest szok. Instruktor zapisując nazwiska na trasie, pyta: „Jeszcze raz - jakie jest nazwisko zmarłego?” Obowiązkiem honoru jest zastraszenie turystów przed spływem, aby wpadli w stan pół-omdlenia.

  • Jak? Czy przekroczysz próg przełomu akemskiego? (Znacząca cisza. Instruktorzy ponuro wymieniają spojrzenia). Cóż, jesteście dzielnymi ludźmi. W zeszłym roku tam ...

I zaczynają się przerażające historie. Jeden próbuje prześcignąć drugiego niesamowitymi szczegółami. Po wysłuchaniu dwóch lub trzech opowieści o przełomie Akemsky'ego nawet najbardziej odważni członkowie naszej grupy załamali się. Widząc w oczach „manekinów” koszmar nadchodzącej podróży, nasi instruktorzy wyszli z poczuciem spełnienia. Po kilku godzinach otrzymaliśmy pełne uniformy i instrukcje. Instrukcje dotyczące zachowania się na wodzie sprowadzały się do następujących kwestii: w żadnym wypadku nie należy wypuszczać wiosła z rąk, jeśli jest się zmytym, pozostać w wodzie jak najbliżej odwróconej tratwy i nie oddychać pod wodą. Strój składał się z kamizelki ratunkowej, kasku hokejowego z napisem „Spartak” i gumowego kombinezonu. Idealnie, pracownicy wody powinni wybrać się na rafting w specjalnych kombinezonach. Ale to bardzo kosztowna przyjemność, dlatego zakładamy urocze kombinezony i kurtki zaprojektowane z myślą o ochronie chemicznej. Dodaj do tego kamizelki i kaski - zdjęcie jest niezapomniane. Czułem się jak astronauta na Księżycu. W takim sprzęcie absolutnie niemożliwe było poruszanie się wzdłuż brzegu - robisz jeden krok na minutę, ale na łodzi siedzisz stosunkowo ciepło i sucho. Słaba połowa naszej grupy wyglądała szczególnie wyraziście w tych strojach - rozmiar garniturów przekroczył wszelkie możliwe standardy dwa do trzech razy. Według jednego z moich towarzyszy każda kobieta w OZK (tak zwany kombinezon gumowy) wygląda bardzo erotycznie. Wyłącznie dlatego, że męska wyobraźnia może wyciągnąć prawie każdą formę za objętością gumy. Musieliśmy cieszyć się tym wątpliwym komplementem i założyć nowe ubrania.

Kolejną niespodzianką było to, że na „tratwie” (dużej gumowej łódce) nie było absolutnie nic, czego można by się było spodziewać oprócz wiosła. A fale na progach obiecały nam wysokość do sześciu metrów. Krótko mówiąc, kiedy wystartowaliśmy i „udaliśmy się w morze”, nasz stan był znacznie gorszy niż na początku trasy konia. Ponure żarty, takie jak: „Cóż, po raz ostatni zapalimy papierosa” lub „Jeśli to - uważaj mnie za demokratę” - były bardzo popularne. Nikt się nie śmiał. Wszyscy ciężko pracowali z wiosłami i starali się lepiej usiąść.

Przełom Akemsky'ego okazał się dość przeciętnym progiem. Oczywiście byliśmy głęboko zszokowani, ale obie tratwy pomyślnie przekroczyły próg, a co najważniejsze strach zniknął. Nauczyliśmy się sterować łódkami i radośnie siekać wodę wiosłami. Mieliśmy szczęście - na kilka dni przed podróżą do Katun spadła woda.

Legenda turystyczna mówi, że pionierzy, którzy przekroczyli ten próg, nazwali go silnym rosyjskim słowem na literę „P”, co oznacza całkowite załamanie i granicę ludzkich możliwości. Urzędnicy, ci, którzy opuścili mapę Katun, co zrozumiałe, ta nazwa nie została przyjęta. I wtedy narodziło się imię „Sabat”.

Jak zwykle zatrzymaliśmy się na progu rozpoznania. Po powrocie nasi instruktorzy oznajmili, że kobiety przekroczą próg wzdłuż brzegu - za dużo wody i niebezpieczeństwo zamachu stanu. (Patrząc w przyszłość, powiem, że stojący za nami Nowosybirsk nadal wywrócił się do góry nogami, choć bez konsekwencji). Nasze kobiety, które przeszły przed tym koniem, ogień, woda i tak dalej, słysząc oświadczenie instruktora, były oburzone. W rezultacie, po długich kłótniach, połowę kobiet wysłano pieszo, a drugą zabrano na pokład.

Z brzegu próg wcale nie wyglądał przerażająco. Inną sprawą jest spojrzenie na niego z wody. W pierwszych sekundach po wejściu na pierwszy stopień szabatu żałowałem, że nie przywiązałem się do tratwy rękami i stopami. Woda właśnie się zagotowała, wały fal osiągnęły wysokość sześciu metrów. Łódź została rzucona jak żeton, zalana wodą i skręcona w leje. Nie można było się utrzymać - trzeba było pracować z wiosłem, aby nie stracić prędkości. Drugi krok był jeszcze trudniejszy. Wiosło wybiło falę od instruktora i poszło gdzieś pod łódź, tratwa straciła kontrolę i obróciła się o sto osiemdziesiąt stopni. Gdzieś z boku uderzyła potężna kolumna wody. Zmyło mnie.