Tak inna Ameryka

Tak się złożyło, że mój mąż i mój miesiąc miodowy zbiegły się w czasie jego podróży służbowej. To prawda, że ​​mamy szczęście. Podróż służbowa odbyła się w USA. A potem mieliśmy całe dwa tygodnie „darmowego lotu” po Ameryce. Z czego skorzystaliśmy. Na szczęście ambasada amerykańska, dowiadując się o miesiącu miodowym, nie sprzeciwiła się naszym wizom. Znaleźliśmy się za oceanem iw ciągu tych trzech tygodni udało nam się dużo zobaczyć. Jednak wszystko jest w porządku.

Houston

Gdyby to była nasza wola, prawdopodobnie nigdy nie dostalibyśmy się do tego zapomnianego przez Boga miasteczka. Ale planowano tam wyjazd służbowy jej męża. Musiałem więc, jako wzorowa żona, cały tydzień czekać, aż mój mąż „z pracy” w pokoju hotelowym. Nic nie rób, wędrowałem po okolicznych ulicach, próbując zobaczyć jak najwięcej interesujących. Ale w Teksasie jest bardzo mało interesujących. Opowiem ci tylko o dwóch rzeczach, które doprowadziły mnie do całkowitego zdumienia. Pierwszym z nich są sami Teksańczycy. A raczej ich rozmiary. Nigdy w życiu nie widziałem tylu grubych, niesamowicie wesołych ludzi! I wszystkie kolory skóry i wiek. Po powrocie do Rosji po obejrzeniu filmu „Orzechowy profesor” wątpiłem w rzeczywistość jego bohaterów, w szczególności rodziny profesora. Okazało się, że w Teksasie jest to nie tylko prawdziwa postać, ale bardzo powszechna! Rodziny, w których wszystko - od małych po duże - waży poniżej jednego centra i więcej - zupełnie zwyczajne zjawisko. Z tego powodu prawdopodobnie nie ma tutaj małych samochodów. Wszystkie samochody są ogromnymi, najczęściej półciężarowymi jeepami. Oczywiście - nie każdy silnik może wytrzymać taki ciężar! Kiedy po raz pierwszy dotarłem do kawiarni w Teksasie, od razu wszystko zrozumiałem. Jedzenie w Houston jest nieprzyzwoicie tanie, ale to nie jest najważniejsze. Najważniejsze to porcje. Talerz, który przynoszą do kawiarni, przypomina ... Jednak aby nie urazić uszu czytelników, mówię tylko, że jest bardzo duży, wykonany z białej ceramiki i owalny. I na tym talerzu umieścili ogromną górę jadalną. Nasza moskiewska restauracja w Teksasie zjadłaby tylko przekąskę przed posiłkami. Kiedy po raz pierwszy zamówiłem pieczone ziemniaki z krewetkami w kawiarni i przyniosły mi zamówienie, po prostu nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Na ogromnym talerzu stał zmutowany ziemniak o wadze pół kilograma, na którym polegała góra smażonych krewetek. Najciekawsze było to, że wszystkie pięć dolców było tego warte. Zdałem sobie sprawę, że jeśli zjem wszystko, będzie to mój ostatni obiad w moim życiu. Jednak miejscowi starzy bywalcy spokojnie połknęli gigantyczne porcje, chwytając je frytkami, bułkami i pijąc piwo. I żadne myśli o diecie i talii nie przesłaniały ich posiłków. Nie wiem dlaczego, ale współczuję im. W końcu to o nich czytałem książki w dzieciństwie i patrzyłem na westernów. Oto potomkowie słynnych kowbojów z Teksasu!

Druga rzecz, która przyszła mi do głowy w Teksasie, jest ściśle związana z pierwszą. Prawdopodobnie ze względu na swoją wagę i powolność mieszkańcy Houston poruszają się tylko na kołach. Chodzenie jest po prostu nieprzyzwoite. Pieszych można zobaczyć tylko w centrum miasta. W innych miejscach - tylko samochody. Kiedyś poszedłem do pobliskiego supermarketu - oczywiście pieszo - aby przejść przez około siedem minut, nigdy więcej. Potrzebowałem adaptera do suszarki do włosów - w Ameryce w sieci występuje inne napięcie, a nasze urządzenia nie działają. W sklepie nie było żadnych adapterów, ale uprzejmy sprzedawca powiedział mi, że po drugiej stronie drogi znajduje się specjalny sklep. Ale wciąż nie mogłem się tam dostać, chociaż ten sklep był tuż przed moimi oczami. Nie mogłem przejść przez ulicę, która była ostrożnie ogrodzona. Najbliższe przejście dla pieszych było półtora mili. Ale nie miałem samochodu, który mógłby przejechać pięćdziesiąt metrów do wejścia do sklepu.

Kalifornia

Wiele powiedziano o Kalifornii. Wiadomo, że większość „naszych byłych” żyje na tej błogosławionej ziemi. I nie przez przypadek. Kalifornia jest naprawdę najlepszym miejscem do życia w Ameryce. I tak jak życie w Moskwie różni się od życia w pozostałej części Rosji, tak życie w Kalifornii ma swoje odrębne cechy od innych stanów. Kalifornia to spełnienie marzeń amerykańskich.

Nie powiem czytelnikom, czym jest Las Vegas. To byłoby głupie, ponieważ stolica podniecenia stała się domową nazwą. Opowiem ci o moich wrażeniach. Mieszkaliśmy w największym hotelu w Vegas, w Wenecji. Ostatnio często był pokazywany w telewizji. Hotel przypomina wygląd Wenecji niemal naturalnej wielkości. Wewnątrz znajdują się kanały, przez które płyną łodzie z prawdziwymi weneckimi gondolierami. Na balkonach „budynków” mumie śpiewają arie włoskie z oper, a „niebo” rozciągnięte nad kanałami jest zawsze oświetlone, więc w lokalnej Wenecji nie ma nocy. Ulice, podobnie jak prawdziwa Wenecja, są wąskie i pełne małych sklepików i kawiarni, w których oczywiście prawdziwe włoskie jedzenie i weneckie pamiątki. Hotelowe lobby jest moim zdaniem nieco bluźniercze, powtarza wygląd Bazyliki Świętego Piotra w Watykanie. Ogólnie hotel zachwyca luksusem i rozmiarem. Tylko trochę „Titanic”.

Po Las Vegas ruszyliśmy ponownie, tym razem do słynnego Wielkiego Kanionu. Drogi w Ameryce są tylko marzeniem kierowców, dlatego pomimo tego, że przejechaliśmy w sumie około dwóch i pół tysiąca mil, nie było wielkiego zmęczenia.

Wielki Kanion, znany Rosjanom nie gorzej niż jakikolwiek Amerykanin, dzięki filmowym opowieściom o Indianach, a także epickim „obcym”, robi wrażenie zgodnie ze swoją nazwą. Naprawdę świetnie. Powtarzam raz jeszcze - żadne filmy nie ukazują wspaniałości widoku, który pojawia się przed waszymi oczami, gdy stoicie na skraju urwiska o głębokości dwóch kilometrów i patrzą na srebrną nić poniżej - rzekę Kolorado. I kolory! Nic dziwnego, że Wielki Kanion jest tak popularny wśród reżyserów opowiadań science fiction. Kolory, które mieszają się na piaszczystych klifach, zupełnie nie przypominają niczego ziemskiego. Raczej jest to Jowisz. Lub Mars. Przynajmniej tak wydają mi się inne planety. Żółty, czerwony, niebieski, pomarańczowy. A kształty są dziwne, dziwne ... Wygląda na to, że latający spodek pojawi się zza pobliskiej skały. Ale tabliczka się nie pojawia. Pojawiają się głównie turyści i psują całe wrażenie swoim zgiełkiem. Zwłaszcza dużo chińskiego i japońskiego.