Elizaveta Boyarskaya o kinie, rodzinie, tabu i urodzie

Niewiele osób wie, ale Elizabeth Boyarskaya nie chciała zostać aktorką. I nawet jej pierwszy debiut filmowy, który odbył się w wieku 13 lat, nie zmienił jej stosunku do kina. Lisa marzyła o karierze dziennikarskiej, ale geny zebrały żniwo. Po otwarciu teatru szkoleniowego na Mokhovaya Boyarskaya zabrała dokumenty z działu dziennikarstwa i pospieszyła do wiedzy w Państwowej Akademii Sztuk Teatralnych w Petersburgu.

Aktorka mówi, że to było jej największe szczęście w życiu, nie żałuje swojego wyboru. O rodzinie, urodzie, aktorstwie i tabu Lisa powiedziała portalowi.

O tym, że została aktorką

Od dzieciństwa nieustannie kręciłem się w kreatywnym otoczeniu, chodziłem do teatru, w którym pracowali moi rodzice, stał za kulisami i oglądałem próby i przedstawienia. Ale, co zaskakujące, absolutnie nie chciała zostać aktorką, wręcz przeciwnie, była sceptyczna wobec tego zawodu.

Nie podobało mi się, że aktor grający rolę powinien wykazywać silne emocje, dawać z siebie wszystko. Wydawało mi się, że osoba w tym zawodzie nie może należeć tylko do siebie i swojej rodziny.

Być może jest to bezpośrednio związane z zazdrością dzieci. Pomimo faktu, że Papa poświęcił mi dużo czasu i Seryozha (ok. Wyd. - starszy brat Lizy), musiał podzielić się nim z kimś innym. Na przykład z fanami, którzy często nas otaczali, kiedy szliśmy ulicą. Takie spacery sprawiły, że stałem się bardzo uciążliwy i zacząłem myśleć, że ten zawód zajmuje zbyt dużo przestrzeni osobistej.

Ale podobała mi się atmosfera teatru, mówienie o kreatywności, w tym w domu w kuchni. Stopniowo naładowałem się tą energią, która zgromadziła się we mnie i ostatecznie zrezygnowałem.

Po obejrzeniu sztuk Butusowa „Czekając na Godota” i „Kaliguli” podczas otwarcia teatru edukacyjnego na Mokhovayi zdałem sobie sprawę, że muszę przestać się oszukiwać i zacząć robić to, czego chciałem od dawna. Mianowicie - zawód aktorski. W rezultacie wstąpiłem na kurs Lwa Abramowicza Dodina, co jest moim największym dotychczasowym sukcesem.

O teatrze

Gdybym miał wybierać między teatrem a kinem, wybrałbym teatr. Inscenizacja sztuki jest procesem bardziej naturalnym i konsekwentnym niż kino. Teatr otwiera przed Tobą więcej możliwości - głębsze zanurzenie się w roli, szczegółowe zapoznanie się ze sztuką, poznanie autora dzieła. Tutaj możesz zrobić wszystko stopniowo, zanurzyć się w atmosferze procesu twórczego, krok po kroku, odtwarzając sceny, dialogi, budując masę mięśniową spektaklu. Podobnie jak dobre wino, z biegiem lat jest coraz lepszy.

O filmie

Ale proces filmowania jest oczywiście zupełnie nienaturalny, jeśli nie chodzi o pełny metr, ale o serię. Codziennie fotografujesz w różnych obiektach, odtwarzasz sceny nie w porządku chronologicznym - na przykład na samym początku filmowania bierzesz udział w finale, a na końcu - na początku serii.

Aktorzy mają duże, a nawet przereklamowane apetyty pod względem ról. Grzechem jest narzekać. Na przykład w teatrze miałem okazję wypróbować różne role z dramatu światowego, klasyki. Bardzo ich kocham i nie mogę wyróżnić żadnego z nich.

Ale w mojej biografii filmowej były role, na które nie można się zgodzić. Przyznaję się do tych błędów, ale czasami myślę, że nadal stąpam po tej samej prowizji. Tyle, że nie zawsze wszystko zależy niestety od aktora. I jakość filmu i to, co w końcu zostało uzyskane, ale staram się być uczciwy w swojej pracy. Jest wiele godnych ról, które wykonuję, na które odpowiadam głową, sercem i duszą, a także nie mogę wyróżnić moich bliskich.

O Tabu

Wiele aktorek wybiera role na podstawie swoich osobistych tabu, na przykład nie są usuwane nago. Mogę powiedzieć sobie, że nie ma dla mnie tabu. Mój udział w projekcie zależy od kilku rzeczy. Pierwszy to interesujący scenariusz jakościowy, drugi to reżyser, jego stopień zainteresowania historią i zrozumienie tego, jak chciałby ją przedstawić, a trzeci to partnerzy, z którymi będę grał.

O pracy z krewnymi

Na stronie wszystkie więzy rodzinne są usuwane. Dlatego gra z moim mężem (nota redaktora - aktor Maxim Matveev) lub ojcem nie jest dla mnie ani łatwiejsza, ani trudniejsza. Na planie jesteśmy tylko artystami, którzy są posłuszni woli jednej osoby - reżysera. Nawet jeśli wczoraj się pokłóciliśmy, dziś w pracy nie ma to znaczenia. Mamy materiał, reżysera i zadanie do wykonania.

O rodzinie

Mówi się, że pary ze społeczności aktorów często mają spory o twórcze nieporozumienia lub zazdrość. Ale staramy się tego unikać.

Oczywiście, często rozmawiamy o rolach w domu, nie możemy nie porozmawiać o tym, ponieważ stanowi to połowę naszego czasu i życia. Patrzymy na siebie nawzajem i produkcje teatralne, wyrażamy nasz punkt widzenia, podchodząc do tego dyplomatycznie.

Ale dla nas bardzo ważne jest, aby być jednostkami kreatywnymi. Dlatego, aby uniknąć pewnego rodzaju twórczego uzależnienia, rzadko udzielamy wywiadów, praktycznie nie uczestniczymy we wspólnych sesjach zdjęciowych, z rzadkimi wyjątkami pracujemy w różnych teatrach i z różnymi reżyserami. W kinie również przecinamy się, ale rzadko, więc zwykle nie ma podstaw do konfliktu.

Indywidualnie nie jesteśmy kreatywną parą, ale dwoma artystami. Artysta Boyarskaya i artysta Matveev. A jako artyści, z wyjątkiem kilku wspólnych prac, nie mamy ze sobą nic wspólnego. A fakt, że jesteśmy rodziną, jest już głęboko osobistą sprawą.

O dziecku

Kiedy masz dziecko (ok. Wyd. - syn Elżbiety Andrei ma 3 lata), zaczynasz rozumieć, że świat kręci się nie tylko wokół ciebie. Dlatego, gdy tylko jest to możliwe, staramy się spędzać cały wolny czas z naszym synem, razem lub osobno. Kiedy oboje jesteśmy zajęci filmowaniem, dziecko pozostaje z nianią lub z dziadkami. Naprawdę chcę wierzyć, że nie ma on deficytu uwagi.

Niestety, teraz praktycznie nie ma czasu na chodzenie do teatrów i kina. Dlatego niestety robię to dość rzadko. Jeśli chodzi o premiery teatralne, ostatnią rzeczą, którą oglądałem, był „Bracia Karamazow” Bogomołowa, bardzo podobało mi się to przedstawienie. Byłem także na koncercie Bolszojskiej Orkiestry Teatralnej pod dyrekcją Siemiona Byczkowa, który grał w Symfonii Szostakowicza w 1905 r., I to było jedno z najpotężniejszych wrażeń w moim życiu.

Jeśli chodzi o film, to tak naprawdę nie nadążam za premierami. Od ostatniego oglądania Birdman, Interstellar, bardzo mi się podobało.

O jego nowej roli

Ostatnio stałem się twarzą rosyjskiej marki kosmetyków „Black Pearl”. Wiem, że wielu ma uprzedzenia dotyczące produktów krajowych, ale nie jestem jednym z nich. Narzędzia, które prezentuję, naprawdę działają i są zawsze na wyciągnięcie ręki.

Na przykład stosuję codzienną emulsję Dream Cream „Black Pearl” przed makijażem, aby pory z makijażu były mniej zatkane. Kładzie się dobrze, matuje skórę, nie trzeba często pudrować makijażu, co idealnie mi odpowiada.

O sekrecie urody

Aby utrzymać jędrność skóry, wykonuję kilka podstawowych procedur. Myję się pianką do mycia, oczyszczam skórę wodą micelarną, nakładam kremy na dzień i na noc, używam kremu pod oczy i higienicznej pomadki. Czasami oczyszczam skórę peelingiem dwa razy w miesiącu, chociaż wiem, że należy to robić co tydzień. Miałem szczęście ze skórą, więc chodzę do kosmetyczki nie częściej niż raz na sześć miesięcy, kiedy sytuacja jest absolutnie godna pożałowania.

Nie mam nic przeciwko procedurom plastycznym i iniekcyjnym. Nie obwiniam kobiet, które zdecydowały się upiększyć swoją samooceną, ponadto szanuję je z szacunkiem.

Do tej pory nie wypróbowałem zalet chirurgii i medycyny estetycznej, ale nie zaprzeczam temu w przyszłości. Zobaczmy, jak ten czas się rozwinie, czy będzie dla mnie okrutny, czy też odwrotnie, będzie mnie ciągle pocieszył.