Podstępny drozd

Wiele kobiet uważa to za całkowicie nieszkodliwe, a reklama nowoczesnych leków uwalnia nas nawet od konieczności pójścia do ginekologa. Urocze panie na ekranie telewizora same są diagnozowane i przepisują przebieg leczenia. „Trzy dni i drozd bez względu na to, jak to się stało!” Plotkują przy filiżance herbaty. Drozd (naukowo „kandydoza”) naprawdę nie jest niebezpieczną chorobą. Chyba że odnosisz się do tego w sposób opisany powyżej.

W przeciwieństwie do chorób przenoszonych drogą płciową, pleśniawki nie są wywoływane przez zakaźne bakterie lub pasożytnicze mikroorganizmy, ale przez drożdżopodobne grzyby, które żyją w naszym ciele od urodzenia. Grzyby, które dostały się na skórę noworodka w momencie przejścia przez kanał rodny matki, wkrótce rozprzestrzeniły się po całym ciele: żyją na skórze i paznokciach, błonach śluzowych jamy ustnej, jelitach, drogach oddechowych i porodowych, a nawet w narządach wewnętrznych zdrowej osoby.

Podobnie jak bakterie chorobotwórcze w nosogardzieli, które od czasu do czasu wymykają się spod kontroli układu odpornościowego i powodują przeziębienia, grzyby Candida są zwykle spokojne i żywe. Monitorują swoje zachowanie, czyli ograniczają nadmierną reprodukcję, przedstawicieli „dobrej” mikroflory organizmu - pałeczek kwasu mlekowego.

Jednak gdy tylko stajemy się zbyt zimni, osłabiamy w wyniku chorób (cukrzyca, choroby przewodu pokarmowego, hipowitaminoza), stresu, przepracowania lub nadużywania antybiotyków i leków hormonalnych, dublowania pochwy lub innych głupich rzeczy, „spokojni sąsiedzi” zamieniają się w aroganckich agresorów. Przy przysłowiowym tempie drożdży grzyby zaczynają się rozmnażać, stając się niebezpiecznymi w dużej liczbie. U noworodków i ciężko chorych pacjentów z reguły rozwija się kandydoza błony śluzowej jamy ustnej. U kobiet, których dłonie są liczne i często znajdują się w wodzie, zwykle występuje kandydoza rolek paznokci. U dzieci i osób otyłych grzyby Candida, podobnie jak pleśń, mogą zamieszkiwać fałdy skóry w pachwinie, pod klatką piersiową i między palcami.

Jednak pochwowa postać kandydozy jest znana większości kobiet. Pierwszym objawem jest zwykle ostre, szybko rosnące i prawie ciągłe swędzenie w kroczu i pochwie. Natura przyznała kobiecie szczególnie dużą liczbę zakończeń nerwowych w tej części ciała, więc kandydoza pochwy jest najbardziej nie do zniesienia i powoduje najwięcej problemów.

Następnie na błonie śluzowej pochwy znajduje się biała powłoka i szarawe „zsiadłe” wydzieliny. Jednak po prostu nie widać wypisu, ponieważ silne swędzenie wymaga wzmożonych środków higieny. Ginekolog będzie w stanie ocenić ogólny obraz, więc nie powinieneś sam diagnozować, tylko na podstawie już znanych wrażeń. Ponadto przepisuj sobie leczenie, tak jak czynią to energiczne panie z reklamy telewizyjnej.

Aby nie przeoczyć ich ze względu na swędzenie i wydzielanie charakterystyczne dla nawrotu pleśniawki, zdecydowanie powinieneś skontaktować się z ginekologiem i zrobić rozmaz. Zwłaszcza jeśli twoje sumienie nie jest jasne. Jednak jeden z twoich stałych partnerów może dać ci drozda pewnego dnia, będąc neutralnym nosicielem choroby między dwiema kobietami.

Ale nawet jeśli masz absolutną pewność, że Twój drozd jest „wychowany na miejscu” i jesteś z powodzeniem leczony, warto odłożyć kolejną wizytę profilaktyczną u ginekologa na wcześniejszy termin. Rzeczywiście, kandydoza jest często pierwszą oznaką poważnych problemów całego ciała - od obniżenia odporności do zaburzeń czynności jajników i jest znacznie łatwiejsza do leczenia we wczesnych stadiach.

Oprócz całkowicie zrozumiałej troski o jego zdrowie kobietę z reguły dręczą cierpienia czysto fizyczne. Przede wszystkim wśród nich jest nieznośny świąd w kroczu i pochwie, o którym już mówiliśmy. Nawet jeśli już rozpocząłeś leczenie i pozbyłeś się choroby tuż za rogiem, dwa lub trzy dni, być może swędzenie nadal zatruwa twoje życie.

Niestety, najłatwiejszy sposób na zrobienie tego nie jest odpowiedni dla Ciebie - lekarze pilnie domagają się zaprzestania aktywności seksualnej na dziesięć dni . Szkodliwe grzyby, takie jak karaluchy, tymczasowo emigrują do „przestrzeni życiowej” twojego partnera, gdzie spokojnie czekają (bez powodowania zauważalnych problemów) przez cały okres leczenia, a następnie ponownie świętują powrót do ojczyzny.