Do czego może prowadzić wolność w relacjach rodzinnych

W porywających latach 90. pojawił się popularny pomysł, a ja, pracując w modnym „dziewczęcym” czasopiśmie, obróciłem go sam. A teraz jest promowany przez jednego drogiego psychologa (nawiasem mówiąc, który rozpoczął w porywających latach 90.). Jest pięknie sformułowany: każda osoba jest odpowiedzialna tylko za siebie i tylko za siebie. Na tym tle Lenina „nie można żyć w społeczeństwie i być wolnym od społeczeństwa” wygląda wulgarnie i blado ...

Wolność rodziny

Kiedyś miałem innego męża. Dzieciak z lat 90. jest fajny i pewny, że nikt nikomu nic nie jest winien. Miał własny interes, dobrze chroniony przed podatkami (nic nie jest winien państwu), swoją byłą żonę z byłymi dziećmi („zdecydowała, że ​​nic im nie jestem winien”), i ja też wszyscy jesteśmy tacy wolni, ale bardzo niepokojące.

Zawsze denerwuję się, jeśli ktoś się spóźnia. Wydaje mi się, że porządna osoba nie może się spóźnić, wiedząc, że na nią czeka. Powinien przynajmniej zadzwonić. A jeśli nie dzwoni ani nie jeździ, dzieje się coś strasznego. Mój mąż w tym czasie cały czas się spóźniał, nigdy nie dzwonił i byłam zła, gdy dzwoniłam. „Jeśli coś mi się naprawdę przytrafi” - powiedział z uniesieniem - „powiedzą ci”. I to chyba była jedyna przeszkoda: myślałem, że powinien zadzwonić, bo się martwiłem, i pomyślał, że nie powinien: martwiłem się - to były moje problemy.

Pod innymi względami byliśmy wolni: sam zarabiałem, dlatego zdecydowałem, kiedy zjeść obiad w domu, a kiedy w kawiarni z przyjaciółmi. On też odpowiednio. Swoboda finansowa w połączeniu z „nikomu nic nie należy” osiągnęła punkt komiczny: jeśli wydaje mi się, że naprawa jest konieczna, to pozwól mi ją naprawić. O tak Cóż, skoro wierzy, że potrzebuje łóżka w tej odnowionej sypialni, pozwól mu kupić podwójne łóżko: moja sofa pasuje mi koncepcyjnie ... Sypialnia na końcu wyglądała dość eklektycznie.